Muzeum - Zespół Synagogalny we Włodawie

Obrzędy pogrzebowe w kulturze ludowej

Obrzędy pogrzebowe w kulturze ludowej

25 Kwiecień 2024 • Julita Fajks • , ,

Rytuały towarzyszą całemu ludzkiemu życiu – narodzinom, ślubowi, śmierci czyli przejściu człowieka z jednego etapu życia na drugi. Śmierć w tradycyjnej wiejskiej kulturze była postrzegana głównie jako oddzielenie ducha od ciała i przejście do wspólnoty zmarłych, a obowiązkiem żywych było przeprowadzenie odpowiednich rytuałów, pomagających zmarłemu w sytuacji przejścia oraz chroniących pozostałych żywych.

Dawniej na wsiach wierzono w zwiastuny śmierci. Zjawiskami, które mogły ostrzegać domowników były przykładowo pękające lustra, stukanie w kominie, czy samoczynne otwieranie lub zamykanie się drzwi. Innymi oznakami zwiastującymi nieszczęście były nietypowe zachowania zwierząt: ptaki stukające w okno, pohukiwanie sowy, pianie kury czy wyjący pies. Powszechnie uważano, że zwiastunem śmierci jest sowa, ale również wrona, która zapowiada przeciwności losu. Widoczne to jest w znanym polskim przysłowiu: „wykrakać coś”. Połączenie wrony z zaświatami jest wieloaspektowe. Przede wszystkim takie połączenia mogły być spowodowane czarnym kolorem piór ptaka, jak i tym, że wrony jako pierwsze pojawiały się na polach bitew. Kolejnym ptakiem zwiastującym śmierć była kukułka, na terenach wschodnich nazywana też „zazulą”. W odróżnieniu od wrony i sowy kukułka nie tylko zwiastowała kres życia, ale spełniała też funkcję proroczą, a jej związek ze śmiercią w tym przypadku nabierał nieco innego znaczenia. Według wierzeń ludowych miała dar wróżenia i mogła przewidzieć, ile lat pozostało człowiekowi. Śmierć zwiastowało dziwne zachowanie kur domowych. W wierzeniach ludowych ptaki te posiadały dar obcowania z istotami ze świata zmarłych, a więc mogły poprzez niecodzienne zachowanie, takie jak pianie, informować ludzi o nadchodzącej śmierci. Ogólnie ptaki jako zwierzęta żyjące na lądzie, jak i w niebie były uważane za pośredników między światami. Również inne domowe zwierzęta takie, jak pies czy koń przeczuwały czyjeś odejście w zaświaty. Kiedy koń bardzo się bał, zatrzymywał się w jednym miejscu lub rozkopywał kopytami ziemię, co oznaczało, że w takim domu pojawi się śmierć. Pies był szczególnie blisko świata zmarłych. Był uważany za strażnika człowieka, jak i najlepszego, najwierniejszego przyjaciela zatem ostrzegał swego pana częściej niż inne zwierzęta. Można wnioskować, że w tradycji ludowej wszystkie te zwierzęta uważane są za mediatorów między sferą życia a zaświatami. Sama śmierć była postrzegana jako postać pojawiająca się dużo wcześniej niż nastąpił zgon człowieka.

„Śmierć przychodziła cicho i czasem nikt jej nie słyszy, niewiadomo którędy. Śmierć wchodzi przez komin, bo jak inaczej, nikt jej drzwi nie otworzy. Śmierć przenika przez drzwi i ściany, tak nie wiadomo z której strony nadejdzie. Śmierć przychodzi ubrana na biało z ostrą kosą do domu wchodzi kominem. Śmierć jest biała z kosą, ale czy to kobieta czy mężczyzna nikt tego nie wie. Jak śmierć w nogach staje to da się człowieka wyratować, a jak przy głowie to już nie ma ratunku” (Wyryki, 1999 r.)

W regionie Polesia Zachodniego w przekazach ustnych zachowało się wiele obrzędów związanych z pogrzebem. Niestety większość nie jest już praktykowana. Dzieje się tak głównie dlatego, że prawie nikt nie żegna się ze zmarłymi we własnych domach, lecz służą temu specjalne domy pogrzebowe.

W mentalności wiejskiej śmierć była nieodzownym i naturalnym elementem istnienia człowieka na świecie. Jest oczywistym zakończeniem życia. Gorzej jest wtedy, kiedy śmierć dotyka osoby młode: dzieci, panny, kawalerów, którzy mają przed sobą bardzo dużo czasu na ziemi. Jest to tak zwana śmierć ślepa, czyli zbyt wczesna. W styczności ze śmiercią – światem obcym i nieznanym szczególnie przydatne było przestrzeganie tradycyjnych zasad obchodzenia się z nią określone przez zwyczajowe normy. Przemyślane zachowanie w pobliżu śmierci było umotywowane tym, że takie działanie mogło na przykład złagodzić ciężką agonię umierającego, a najmniejsze naruszenie obyczajów mogło skończyć się tragicznie dla pozostałych żywych. Zazwyczaj osobą umierającą zajmowali się członkowie rodzinny, głównie kobiety. Jeśli osoba konająca nie miała nikogo bliskiego, pomagały też sąsiadki. W momencie śmierci zwykle zapalały gromnice. Światło to miało na celu chronić duszę zmarłego od złego. W trakcie umierania w domu panowała cisza. Wierzono, iż głośny płacz i hałas przeszkadza duszy oddzielić się od ciała. Po śmierci ludzie obecni przy zmarłym zamykali mu oczy. Według ludowych przesadów otwarte oczy nieboszczyka zwiastowały  rychłą śmierć innej żywej osoby. Po śmierci członka rodziny w domach zatrzymywano zegary, ponieważ dla osoby zmarłej czas stanął w miejscu, a lustra i w późniejszym okresie telewizory zasłaniano, aby nie odbijała się śmierć, która może spowodować kolejny pogrzeb. Aby ułatwić opuszczenie duszy z ciała otwierano wszystko, co się dało: okna, drzwi, kufry, szafy i skrzynie. Domownicy na znak żałoby ubierali czarne bądź ciemne ubrania. Do trumny wkładano różne przedmioty. Najczęściej były to rzeczy poświęcone, takie jak: różaniec, książeczka, obrazek. Jak wspomina mieszkanka okolic Dołhobród:

„Moja babcia, kiedy umarła do trumny chowana była w stroju ludowym. Zmarłemu wkładano do trumny łyżkę, aby miał czy jeść na tamtym świecie, pieniążek, aby nie straszył domowników, by nie wracał do domu. Trumną stukano też w próg. Całą noc sąsiedzi śpiewali przy trumnie. Robili obrządek, bo rodzina była w żałobie” (Włodawa, 1999 r.).

W domu trumna z ciałem pozostawała przez trzy dni i była umiejscowiona w najważniejszym punkcie domu. Był to czas, kiedy najbliżsi, znajomi i sąsiedzi zmarłego mogli przyjść, pomodlić się i pożegnać. Przy trumnie ustawiano kwiaty i zapalano świece. „Czuwanie” przy zmarłym mogło trwać nawet całą noc, a nawet trzy noce, aż do pogrzebu. Były to tak zwane „puste noce”. Modlitwy i pieśni zazwyczaj prowadziła jedna osoba. Głównie śpiewano pieśni zawarte w powszechnych śpiewnikach kościelnych. Jedną z tradycyjnych pieśni ludowych, śpiewanych podczas pustych nocy była pieśń:

„Na mnie wciąż pamiętajcie Jezusa błagajcie

A przykazania święte wiernie zachowajcie

Żegnam cię mój małżonku przyjęty żałobo

Ja z Boskiego rozkazu rozłączam się z Tobą

I wy też dziatki moje skończcie narzekanie

Bóg sierot jest obrońca miejsce w niem ufanie

Płaczcie za grzechy swoje póki tu żyjecie

Bo potem późno płakać, gdy oczy zamkniecie

W jakim was wtedy stanie śmierć znajdzie straszliwa

Taka was wieczność czeka zła albo szczęśliwa

Żegnam cię praco moja moje pomieszkanie

Bóg sierot jest obrońca miejsce w niem ufanie

Amen racz dodać Chryste królujący w niebie

Kończę życia pielgrzymkę przyjmij mnie do siebie”

(Dołhobrody, 2000)

Puste noce współcześnie  przyjęły formę różańca za zmarłych. W kondukcie żałobnym, zaraz za trumna, szła najbliższa rodzina. W czasie przemarszu zmarłemu towarzyszyły pieśni kościelne: „Zmarły człowiecze z Tobą się żegnamy”, „Anielski orszak niech Twoją duszę przyjmie”, „Już idę do grobu ciemnego smutnego”. Po pogrzebie rodzina zmarłej osoby zapraszała uczestników  pogrzebu na poczęstunek, zwany „stypą” czy „konsolacją”. Podawano wówczas dania mączne lub z kaszą. Nie obowiązywał zakaz picia alkoholu i podawania dań mięsnych. Atmosfera była pogodna, był to czas na wspomnienie zmarłego. Wierzono, że nie można długo płakać po zmarłym, bo wtedy zmarły cierpi, a nadmierna żałoba wywołuje negatywne konsekwencje również na żałobniku. Okres żałoby u wdowy lub wdowca trwał dwa lata, zaś u dzieci rok. Zazwyczaj w siódmy i trzydziesty dzień po pogrzebie zamawiano mszę za zmarłego.

Ciekawym, zanikającym już rytuałem związanym z obrzędem pogrzebu są lamenty pogrzebowe. Są one ściśle związane z ceremonią pochówku, jak również momentem śmierci, stanowiąc sposób poinformowania społeczeństwa wsi o odejściu kogoś bliskiego. Lamenty pogrzebowe to rodzaj wspominania osoby zmarłej, ale także rozpamiętywaniem przejścia zmarłego ze świata żywych do świata zmarłych. Lamenty mogą być rozpatrywane jako formy z pogranicza wielu dziedzin: poezji, religii, mowy, śpiewu, a nawet magii. Zaś według badacza tego zjawiska prof. R. Sulimy zahaczamy tu o pewne czynności, a mianowicie krzyku oraz milczenia. Bowiem pisze on, że krzyk, który decyduje o samej strukturze lamentu, jest nawiązaniem więzi z tym, co umiera”. Również etnograf K. Moszyński pięknie wyraził, czym jest lament – „to jedyne w swoim rodzaju rozmowy ze zmarłymi”. Zjawisko to, opisywane przez badaczy, zachowane jest również we wspomnieniach mieszkańców okolicznych Dołhobród: „Kiedyś były wynajmowane płaczki nawet, które zawodziły, wspominały zmarłego, ale to ledwo pamiętam” (Dołhobrody, 2000 r.).

W dzisiejszych czasach obrzęd pochówku ogranicza się do ceremonii kościelnych. Coraz rzadziej zwracana jest uwaga na towarzyszące mu niegdyś tradycyjne, ludowe rytuały.

Znajdź nas na