Rodzice umawiali młodych. Ja swojego nie widziała przedtem, ale mus był ich słuchać. Mało kto się sprzeciwił. Chodzili my na zabawy całym tabunem do innej wsi i tez razem wracali, raz się obtarł bucik to nieśli mnie cztery kilometry. Ale ten mój mąż dobry człowiek, nawet zaśpiewam tako piosenkę o nim;
„ Pojade do sadu uzbieram róż
Które rozkwitno zupełnie już
Będę wić wianki i myśleć wciąż
Który to będzie mój miły mąż
By wódki nie pił w kart nie grał
A ze mno siedział i mnie kochał
I w karty nie grał, a kochał mnie
Więcej od Boga nie życze nie”