Ciotki mojego ojca siedziały przy nieboszczyku. To była ich koleżanka. Miała białą suknię i złożone ręce. Jak ciotki wracały do domu to zobaczyły tą koleżankę pod drzewem. Jedna z ciotek była odważniejsza i podeszła. To sęki na brzozie tak się ułożyły, że wyglądały jak ostać w białej sukni. Jakby uciekła to by myślały, że ducha widziały. Teraz już się duchów nie widzi bo drogi lepiej oświetolne są.